czwartek, 4 kwietnia 2013

Zero.

Weszłam do domu i rzuciłam torbę na ziemię. Kolejny męczący dzień, najpierw szkoła, a potem jeszcze trening. Byłam wykończona, ale poszłam na mecz chłopaków i jak zwykle musiałam wracać na nogach. Myślałam, że mnie odprowadzi, ale wracałam sama. Z jednej strony uwielbiam jego nieśmiałość, ale czasami doprowadza mnie tym do szału! No cóż, w sumie nie znamy się długo, ale wiem przecież, że mu się podobam. On też wie co o nim myślę. Moje rozmyślania przerwał krzyk mamy:
-Znowu się spóźniłaś! Nawet telefonu nie odbierasz!- wyjęłam telefon i spojrzałam na wyświetlacz, 24 nieodebrane połączenia 'Mam przejebane' to pierwsze co przyszło mi do głowy.
-Już miałam dzwonić do ojca!- No tak, stały tekst.
-Wyszłam jak tylko skończył się mecz! Ale zanim doszłam to trochę mi zajęło, przecież wiesz, że od szkoły mam całkiem spory kawałek.- próbowałam się jakoś tłumaczyć- Poza tym przez ten śnieg szłam i nie mogłam szybciej... No przepraszam!
-Już dobrze, napij się czegoś, a nie tak dyszysz.- jak zwykle połknęła haczyk.
Poszłam do kuchni i zaczęłam pić prosto z butelki. Wzięłam łyk wody i zatraciłam się w myślach. Myślałam przede wszystkim o nim, o tym jak od czasu do czasu na mnie patrzy, o tych momentach kiedy czuję jego wzrok i słyszę jego śmiech. Niby nic szczególnego nas nie łączy, jesteśmy tylko kumplami spędzającymi razem przerwy. Jednak coś nas do siebie przyciąga. Nie minie minuta, a my już stoimy obok siebie, stykamy się ramionami i gadamy o głupotach. Patrzy wtedy na mnie spod tych brązowych loków i sprawia, że zapominam o czym mówiłam. Uśmiecha się wtedy zawadiacko ukazując swoje cudowne dołeczki w policzkach, które tak cholernie lubię. Jaki był? Na pozór spokojny i opanowany. Jednak w szkole sporo mówiło się na jego temat. Taki typ badass'a, który zawsze musi zrobić wokół siebie szum.
Jednym razem było to złapanie na piciu w parku, innym razem palenie fajek w szkolnym kiblu, zdarzało się nawet jaranie w parku. Jednak zawsze jakimś cudem udawało mu się wywinąć. Kilka razy miał pogadankę z policją albo dyrektorem, ale jakimś cudem nawet oni mu ulegali. Poza tym, był przystojny, cholernie przystojny. Jego oczy widać z daleka, błyszczą się pod jego długa grzywką, którą co chwile poprawia i przeczesuje palcami. Sposób w jaki chodzi przyprawia o dreszcze. Jest pewny siebie, ale nie wiem czy zdaje sobie sprawę z tego, że przyciąga spojrzenia. Żadna z tych śliniących się lasek nie otrzymała większej uwagi. Wędruje od oczu do oczu, ale w żadnych nie zatapia się na dłużej. Nie mam pojęcia czy czegoś w nich szuka, czy robi to z przyzwyczajenia. W sumie można powiedzieć, że jestem szczęściarą. To w moje oczy patrzy najdłużej. Z zamyślenia wyrwały mnie wibracje telefonu. Serce zabiło mi szybciej, ale przypomniałam sobie, że przecież on nie ma mojego numeru. Na wyświetlaczu widniała dobrze znana mi nazwa. No tak, kogo innego mogłam się spodziewać. Był to SMS od Mary. Otworzyłam, ale nie spodziewałam się niczego nadzwyczajnego, dlatego zaskoczyło mnie to co zobaczyłam. 'Jest impreza. 21 u Toma.' Nareszcie! Czekałam na tą imprezę od dwóch miesięcy! Zostawał tylko problem wyjścia z domu tak, aby nie budzić podejrzeń rodziców. Zdecydowałam się na najbezpieczniejszą wersję. Mianowicie noc u Mary. Była moją kuzynką, więc nie mieli nic przeciwko. Powiadomiłam mamę, zadzwoniłam do taty i pięć minut później już wybierałam ciuchy. Włączyłam The Script na cały dom i zaczęłam się szykować. Wzięłam prysznic podczas którego odprężyłam się przed czekającym mnie wydarzeniem. Założyłam swoje ulubione czarne rurki i białą, luźną bokserkę. Lekko się umalowałam, spryskałam włosy lakierem i przejrzałam się w lustrze. Nie było źle.  Zarzuciłam na siebie dżinsową kurtkę, pożegnałam się z mamą, zgarnęłam portfel, telefon i klucze i wyszłam z domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz